<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Trzech somianych flimonw"> 
<author_1=Wiech>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="5">
<date=1954-05-16>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
ona jak ten list przeczytaa z pocztku zalaa si zami, a potem zapaa za szczotkie na kiju i dawaj mnie ni miowa. Ja jej chce tomaczv, e ten Kociak, to tokarz elazny z Pafawagu, Wincenty Kociak i ktrem w jednem pokoju na wczasach zamieszkiwalimy, ale ona nie sucha, tylko zaprawia mnie dalej t szczotk. No to ja odebraem jej szczotkie, a ona dusze od elazka na sznurek przywizaa i do mnie. W taki sposb widze, e mogie zosta zabitem przez sercowe zazdro o lusarza Kociaka z Pafawagu  pci mskiej. Nie tomacze sie jej ju dalej, tylko chodu na ulice.
Ganiaa mnie przez p Warszawy, a koniec kocem wpadlimy do jakiego ogrodu. Ja zjedam ze szczotk, a ona za mn z dusz. Patrze, a tu przede mn okopy nie okopy, pargan z kolczastego drutu jak na wojnie.
Co tu robi, myl sobie, ale nie mam wyboru, przeczogaem si pod temy drutamy, z marynarki tylko front sie mnie zosta i jeden rkaw, reszta wisi na drutach, a ja na dobitek w jaki cholera rw z gow wpadem.
Wygrzebaem sie z tego rowu, patrzy, a tu jeszcze wikszy d z wod, tylko belka dziesi cali szeroka przez niego przerzucona sie znajduje. Jak tu przej myl sobie. Wybr mam nie duy, albo woda, albo dusza na sznurku. Przeleciaem jako przez belkie, patrzy a tu pargan przede mn trzy metry wysokoci. Ostatni si wdrapaem sie na niego i zleciaem   na zbity eb do drugiego rowu. Za drugiem by trzeci, wya z niego, a tu jakich trzech osobnikw drogie mnie zastpuje. No to ja mylaem, e maonka ich na mnie napucia i jak nieprzyfonduje t szczotk jednemu, jak nie przyfastryguje drugiemu, jak nie zaprawie trzeciego z wierzchu, poprzewracali si.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
